Flight to New York / Lot do Nowego Jorku

   


            So I decided to share my experience with you all today. The flight to USA lasts for 8 and half hours, but together with the flight to Frankfurt it took me more than 10 hours all together. I was excited but extremely terrified as the same time. It was my second flight in my entire life, so that was a pretty scary to think of. I actually love flying and I have no problems when it comes to being in the airplane, yet I was afraid that I will miss my plane in Frankfurt.

                The whole night I was trying to get some sleep but it was not that easy, as I previously thought. It found out to be hard to get some rest. Even when I was trying to get some sleep, I was thinking about my decision about living to America. I was not so sure during the night if I did the right thing. It was so painful for me to see my little dog looking at me like I have done something very bad to him. Saying goodbye to my brother was also extremely hard for me. I was crying half of the night.

                Very early in the morning I had to go with my parents to the airport. It was raining and cloudy and cold, as well. I was travelling alone so I went for a huge cup of coffee and was waiting for my plane. Unfortunately, it was delayed thirty minutes so I was already worried that I will not get to Frankfurt at the appropriate time. When the captain said that we will pass the Polish border, I was crying so hard in the plane. I already missed everyone and I finally understood what decision I have made a year ago.

                I get to the Frankfurt airport and then all started. I had problems with passport control. The guy wanted to be nice but I was so stressed that I am late, that I could not really understand some of his jokes. Then when he finally let me in, I had to look for my gate which was not that easy to be honest. They send me for additional control, I had to take all of the things from my suitcase and my bag pack. Again, one of the airport workers wanted to be funny. He took my book out of the bag and said: “You are not allowed to bring Polish book on the plane”. And his face was so serious that I thought I will cry, literally. And I just asked: “Why?” Polish books are the best in the world!”. And he looked at  me and said in Polish: “What a sweet girl”. Trust me, I was so stressed at that moment, that he was making jokes, I was having a heart attack.

                Eventually, they let me in. But wait! Here is another story. There was a problem with my ticket so they were printing my ticket twice. I wanted to go back to Poland at that moment, really. I was dreaming about getting back into my comfort zone, into my room to get coffee in my favourite mug. I was so scared that I will not get to New York that I really had tears in my eyes. One lady started to talk with me, she asked where am I from, and when I told her that I am from Poland, she said that my English is so great that she thought I am from America. That was a good accent, the only one I will remember from Frankfurt Airport.

                When I finally get to the plane, I was sitting next to very kind lady. She was a paediatrician and a teacher, so we had a great conversation. When I had tears in my eyes, when my hair looked like hay, when I had no makeup because tears melted my mascara, she said that to me so many warm words. When I told her that I was working as a teacher, she said: “If I would have been your student, I will be looking on our face all the time. Do you know how beautiful and pretty you are?”. So she made me day. I thought that it will be the worst day in my life, but she saved it. And it is not about boosting that someone said I am pretty, it is about these small things and moments in our lives. We do not appreciate them so often.

                I am also so proud of myself today, because few years ago, I would probably stood at the Frankfurt Airport, crying and calling my dad to pick me up (such a small distance from Poland to Germany, right?). And what have I done today? I just said to myself “Come on! You have to do this. Boys are waiting for you and you were waiting so long to finally see them and hug them, stop crying, stop worrying. God is with you. What wrong could happen if He holds you hand? You can do this with His help!”. And I did it. I know that without God and without believing in my dreams and in myself so much, I would not be able to do that. So I have got a piece of advice for you all. Do not give up! Ever! Whatever happens, keep your head up and keep forward. Even if they are so crazy as the ones that I have 🙂


           Postanowiłam podzielić się z Wami moim dzisiejszym doświadczeniem. Lot do Stanów trwał ponad osiem godzin, a gdyby liczyć to łącznie z lotem do Frankfurtu, ponad 10. Oczywiście byłam podekscytowana, ale chyba jeszcze bardziej przerażona. To był mój drugi lot w życiu, i o ile nie mam problemów z lataniem, bałam się, że nie zdążę na samolot we Frankfurcie, gdzie miałam przesiadkę.

                Podczas ostatniej nocy wielokrotnie próbowałam zasnąć, ale nie było to takie proste jak myślałam. Okazało się, że ciężko będzie mi chociaż trochę odpocząć. Nawet kiedy próbowałam zasnąć, w mojej głowie wciąż kłębiły się myśli czy oby na pewno podjęłam słuszną decyzję o przeprowadzce do Ameryki. Tak ciężko było mi się pożegnać z moim ukochanym pieskiem, który zerkał na mnie jakby wyrządziła mu ogromną krzywdę. Pożegnanie z moim braciszkiem również było dla mnie bolesne. Pół nocy przepłakałam.

                Z samego rana musiałam pojechać z rodzicami na lotnisko. Padał deszcz, a dodatkowo było strasznie zimno. W związku z tym, że podróżowałam sama, zaopatrzyłam się w ogromny kubek kawy i czekałam na swój lot. Niestety, był on opóźniony o około pół godziny. I już wtedy zaczęłam się strasznie martwić czy oby na pewno wyrobię się na samolot w Niemczech. Kiedy pilot powiedział, że za chwilę przekroczymy granicę, strasznie płakałam. Już czułam jak bardzo tęsknię za wszystkimi i dopiero wtedy uświadomiłam sobie, jak odpowiedzialną decyzję podjęłam dokładnie rok temu.

                Kiedy dotarłam na lotnisko we Frankfurcie, dopiero się zaczęło. Pojawiły się problemy podczas kontroli paszportowej. Pan z obsługi chciałby bardzo miły i zabawny, ale tak bardzo mnie zestresował, że jego żarty nie miały dla mnie sensu. Kiedy w końcu wpuścił mnie, musiałam udać się do swojej bramki, co okazało się nie lada wyzwaniem. Zostałam odesłana na dodatkową kontrolę walizki i plecaka. Musiałam wszystko wypakować i wtedy zjawił się kolejny sympatyczny pan ze swoimi żartami. Wyciągnął moją książkę i powiedział: „Nie może Pani wnieść polskiej książki na pokład samolotu”. Miał przy tym tak śmiertelnie poważną minę, że czułam jak zaraz wybuchnę płaczem. I zapytałam: „Ale dlaczego? Przecież polskie książki są najlepsze na całym świecie!”. Popatrzył na mnie I po polsku powiedział: “Co za słodka dziewczyna”. Możecie mi wierzyć, że byłam tak potwornie zestresowana w tamtym momencie, że on robił sobie żarty, a ja prawie miałam zawał serca.

                Oczywiście, zostałam w końcu wpuszczona na pokład samolotu. Ale ale! To nie koniec szalonych zawirowań, bowiem pojawiły się jakieś problem z moim biletem. Drukowali go dla mnie dwa razy. W tamtym momencie moim jedynym marzeniem był powrót do Polski, chciałam wrócić do mojej bezpiecznej strefy i pić kawę z ulubione kubka. Tak bardzo bałam się, że nie polecę do Nowego Jorku, że do oczu napłynęły mi łzy. I wtedy zagadała do mnie pewna pani, dopytywałam skąd jestem, a gdy dowiedziała się, że z Polski, pochwaliła bardzo mój angielski mówiąc, że była przekonana, że jestem Amerykanką. To był jedyny dobry akcent jaki zapamiętam z lotniska we Frankfurcie.

            Kiedy już wreszcie weszłam na pokład, usiadłam obok starszej przesympatycznej pani. Pracowała kiedyś jako lekarz oraz nauczyciel i zaczęłyśmy ze sobą rozmawiać. Kiedy miałam łzy w oczach, rozczochrane włosy i zero makijażu na twarz (bo łzy doszczętnie się już go pozbyły), ona skierowałam do mnie niezwykle miłe słowa. Gdy powiedziała jej, że w Polsce pracowałam jako nauczyciel, powiedziała: „Gdybym była Twoim uczniem, ciągle patrzyłabym na Twoją twarz. Czy Ty zdajesz sobie sprawę z tego, jak piękną kobietą jesteś?”. Uratowała tymi słowami cały mój parszywy dzień. I nie chodzi mi tutaj o przechwalanie się tym, że ktoś pochwalił moją urodę. Chodzi mi o to, że tak rzadko zauważamy te małe momenty, które są tak ważne i piękne w naszym życiu. Szkoda, że tak rzadko je doceniamy.

                Jestem w sumie z siebie bardzo dumna po dzisiejszym dniu, ponieważ kilka lat wstecz, stanęłabym pewnie na lotnisku we Frankfurcie, zaczęła płakać i błagać tatę, żeby po mnie przyjechał i zabrał do domu (przecież Polska nie jest tak daleko od Niemiec). A co zrobiłam? Powiedziałam do samej siebie: „Dawaj Ola! Musisz to zrobić. Chłopcy czekają, żeby się z Tobą zobaczyć już tak długo, a Ty od dawna nie możesz się doczekać, żeby ich przytulić. Przestań się mazać i zamartwiać. Bóg jest z Tobą, więc co złego może ci się przytrafić? Z Jego pomocą dasz radę!”. I faktycznie, dałam radę. Wiem, że bez Bożej pomocy i tak silnej wiary w moje marzenia i samą siebie, nie byłaby w stanie sobie z tym poradzić. Tak więc mam dla Was wszystkich taką małą radę dzisiaj: Nigdy się nie poddawajcie! Cokolwiek by się nie działo, głowa do góry i realizujcie swoje pomysły. Nawet jeśli są tak szalone, jak moje 🙂 


21371070_1426653817389978_3333500993049564925_n21433123_825890010923524_2090229682222131851_n.jpg


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s